Galeria Książęca

Strona główna

Wystawy stałe

Poczet książąt sarmackich

Poczet książąt sarmackich po 2002

„Konie” - grafiki Pandory

Symbole polskich mikronacji

Wolny Klub RP

The Best of Szu

Twarze Sarmatek.

Mundury historyczne KSZ.

Wystawy czasowe

Bez tytułu

Biblioteka

Niccolo Machiavelli — „Książę”

Książę Piotr Mikołaj — „Państwa wirtualne”

Piotr Kościński — „Ucieczka z Cyberii”

Wojciech Lewandowski — „Powstanie Gondorskie”

Odsyłacze

Księstwo Sarmacji

MKiS Sarmacji

Kontakt z Galerią

Poczta elektroniczna

Gadu-Gadu: 2549451

Archiwum

Konkurs Jubileuszowy.

Trizondal.

Wystawa Urodzinowa JKM Piotra Mikołaja

Hrabia Kowalczykowski

Flaga państwowa Księstwa Sarmacji

Rocznica wyzwolenia Auschwitz

Kopalnia Złota.

Re(e)wolucja

Mini przewodnik po typach kobiet.

Wyniki Konkursów

Projekt Koszulki.

Nowe rangi na forum.

Konkurs MDN/KSZ!

Sarmackie Przyciski Reklamowe.

 

Ucieczka z Cyberii

Nad nabrzeże napływał znad miasta gęsty, duszący dym. Oficer stojący na mostku „Hasselandu” — starego, pamiętającego początek dwudziestego stulecia pancernika obrony wybrzeża — patrzył przez lornetkę, usiłując dostrzec, co też właściwie się pali. Siedziba rządu?

W oddali słychać było strzały, coraz więcej strzałów z broni maszynowej. Po schodkach wiodących na mostek zadudniły kroki. Zdyszany, wbiegł porucznik cyberyjskiej marynarki. — Premier już jedzie, będzie tu za chwilę! — zawołał — Ale musimy być przygotowani, bo go ścigają!

— Dobrze, panie poruczniku — komandor odłożył lornetkę — Proszę zawołać tu dowódcę artylerii.

Porucznik zniknął. Po chwili na mostku pojawił się oficer z naszywkami kapitana marynarki. — Melduję się na rozkaz — zasalutował.

— Panie kapitanie… — komandor spojrzał na niego zmęczonymi oczami — …proszę przygotować lewoburtowe stopięćdziesiątki. I lewoburtowe siedemdziesiątkipiątki. Cel: brama portu. Salwa na moją komendę.

— Tak jest panie komandorze! — zasalutował kapitan — A dwieścieczterdziestki?

— Nie na ten drobiazg, który tutaj jedzie, ale bądźcie gotowi — smutno uśmiechnął się komandor — Raczej przeciwlotnicze czterdziestki. Niech będą gotowe do strzelania… ale nie do samolotów, panie kapitanie!

Strzały, słyszane od strony miasta, nasiliły się. Na dźwięk dobiegający z rury głosowej, komandor wyjął zatyczkę. — Komandor, słucham — powiedział do rury — Dobrze, ale cum jeszcze nie odbierać. Tylko na mój rozkaz.

Od miasta słychać było warkot motoru. Z wizgiem opon na nabrzeże wjechała czarna limuzyna. Zatrzymała się przy trapie wiodącym na „Hasseland”. Z samochodu wyskoczył człowiek w mudurze cyberyjskiej kawalerii i, kryjąc się za pojazdem, wyciągnął pistolet. Za nim wysiadł mężczyzna w średnim wieku, ubrany w ciemny płaszcz i jeszcze jeden kawalerzysta. W oddali pojawił się motocykl. Komandor wyciągnął zatyczkę drugiej rury głosowej. — Siedemdziesiątkipiątki — ognia w kierunku na wjazd do portu. Cel — motocykl i inne wjeżdżające pojazdy! — zawołał.

Dało się poczuć wstrząs i basowy huk. To z górnego pokładu „Hasselandu” wystrzeliły trzy działa kalibru siedemdziesiąt pięć milimetrów. Jeden z pocisków trafił prosto w motocykl, który zamienił się w kulę ognia.

— Trzy salwy zaporowe stopięćdziesiatek na wjazd do portu! — zakomenderował komandor. Po chwili okrętem wstrząsnęły wystrzały dwóch dział kalibru sto pięćdziesiąt milimetrów. Przy wjeździe do portu pojawiły się dwa potężne wybuchy.

Tymczasem mężczyzna w ciemnym płaszczu pojawił się na mostku „Hasselandu”. Miał siwiejące miejscami, krótko ostrzyżone włosy; siwiejące wąsy, a na nosie okulary. — Pan premier! — komandor wyciągnął ręce — Pan premier…

— Panie komandorze, odpływamy — powiedział premier — Nikt nie zdoła tutaj dorzeć. Hassowscy komandosi obsadzili już całe miasto i wszystkie drogi…

Komandor wyciągnął zatyczkę rury głosowej. — Odbijamy. Tak jak rozkazałem.

Lekkie dudnienie maszyny parowej „Hasselandu” stało się głośniejsze, nad kominem okrętu pojawił się czarny dym. Marynarzy, po odebraniu cum, stali z bosakami przy burtach. „Hasseland”, powoli ciągniety przez holownik, oddalał się od nabrzeża. Na mostku tymczasem pojawił się dowódca okrętowej artylerii. — Panie komandorze… rufowe stopięćdziesiątki będą gotowe… — zameldował — Wieża Beta też gotowa…

Do portu, mijając wielkie wyrwy po pociskach stopięćdziesiątek, wjechały trzy czołgi z kobrami wymalowanymi na wieżyczkach. Ich wieże obróciły się i plunęły ogniem. Pociski kalibru stu milimetrów trafiły w okrętowy pancerz, nie wyrządzając większej szkody. Tymczasem dwie rufowe stopięćdziesiątki „Hasselandu” powoli obróciły się w swych kazamatach i wystrzeliły potężnym basem. A po chwili obróciła się też tylna wieża z działem dwieście czterdzieści milimetrów. Wystrzał był tak potężny, że ludzie stojący na mostku na chwilę stracili słuch. Pocisk trafił w jeden z czołgów i gdy opadł dym, czołgu już nie było, a dwa pozostałe dymiły. Było przeraźliwie cicho, bo i w mieście ucichły strzały.

— Panie premierze, odpływamy zgodnie z rozkazem! — komandor zasalutował — „Hasseland” to staruszek, ale niełatwo dać mu radę!

— Premierze… — mężczyzna uśmiechnął się ponuro — Premierze — na emigracji… Co nas czeka? Co nas t a m czeka?

Komandor zdjął czapkę, przygładził włosy. — Panie premierze, tego nie wiemy. Ale wiemy też, że nie ma już Cyberii…

Na zewnątrz zapadał zmierzch. W oddalającej się Cyberii coś jaśniało, jakby płomienie, które przycichły na chwilę, odrodziły się z nową siłą. Cyberia płonęła.

„Hasseland” oddalał się od niej z największą możliwą prędkością — szesnastu węzłów.

***

Premier już nie spał, gdy do jego kabiny ktoś zapukał. Wstał z koi i otworzył drzwi. Na korytarzu stał marynarz. — Pan komandor prosi pana premiera — powiedział.

Na mostku komandor wpatrywał się przez lornetkę w widoczny, ciemny zarys lądu. — Aaa, to pan premier — po chwili dodał — Jesteśmy.

Przybyły wziął podaną mu lornetkę. Spojrzał przez okulary. Nad budynkami, oświetlonymi promieniami wschodzącego słońca, powiewała flaga z trzema kolorami — białym, czerwonym i niebieskim.

— Sarmacja… — wyszeptał premier — Wolność…

Powrót